czy łatwo wychować dziecko?

Od czasu do czasu słyszę sformułowanie: dawniej było łatwiej wychować dzieci. I cały czas się zastanawiam, skąd się w ogóle to twierdzenie wzięło? 




Łatwiej dla kogo? Dla nas matek? Nie sądzę. Nie zgadzam się z tym w ogóle.
Powodów by można wymieniać bez końca.

Teraz jest lepsza dostępność i jakość opieki medycznej.

No powiedzmy nie wszędzie, ale ogólnie tak. Właściwie nawet z drobiazgiem idziesz do pediatry lub specjalisty. Fakt, czekasz, raz krócej, raz dłużej. Zależy gdzie mieszkasz. Jednak gdy potrzeba jest pilna i bardzo poważna, można skorzystać z konsultacji prywatnej - a takich nie brakuje. Lekarzy przyjmujących prywatnie jest całe multum. Do tego szpitali jest zdecydowanie więcej, a opieka medyczna lepiej rozwinięta. Kiedyś dzieci umierały częściej, ale nikt o tym nie mówił. Dziś każdy przypadek jest na tyle nagłaśniany, że lekarze czują na karku oddech przełożonych oraz mediów, i znaczniej bardziej uważają.

Jakość i technologia produktów. 


Teraz jest znacznie łatwiej, bo wszystko jest mega lekkie, kompaktowe, możilwe do złożenia. Kiedyś było lepiej? To teraz wyobraź sobie, że żyjesz 25- 30 lat wcześniej. Mieszkasz w bloku, ale nie masz windy. Mieszkasz na 4 piętrze. I wracasz ze spaceru. Wózek waży ze 30 kg albo lepiej (a co to jest aluminium? przecież ramy robi sie ze stali, solidne to to musi być), a do tego dziecko. Na początku dziecię waży niewiele, ale przecież rośnie - o zgrozo, i to bardzo szybko. Plus zakupy. Czy na pewno teraz jest gorzej? Zwłaszcza, gdy idąc na spacer dzięki skrętnym kołom, manewrujesz swoim 9-10 kg wózkiem przy użyciu jednego palca?? Sirjusli gorzej?

Karmienie


Karmienie piersią się oczywiście nie zmienia, choć dostępność gadżetów wspierających tę metodę i ich technologia to w ogóle inna epoka. Ale dajmy na to, że wcale ich nie potrzebujesz, bo przetrwałaś wszystkie cienie, kryzysy laktacyjne etc. i teraz są same blaski. Dziecko jest nieco starsze. Ma około pół roku lub więcej. Okazuje się, że samo KP nie wystarcza, więc decydujesz się na dokarmianie, albo na przejście na MM. Kiedyś - jedno mleko, jak nie wpływa korzystnie, trudno, takie jest i takie pić trzeba. Dziś idziesz do sklepu (jakiegokolwiek) i wybierasz, przebierasz. Jedno nie smakuje, kupujesz inne. To samo z kaszkami. Butelki? Kiedyś tylko szklane. Dziś są PLASTIKOWE, lekkie - marzenie naszych matek. Rodzajów wiele, producentów też, do wybory, do koloru. Nie przejmujesz się, że ta akurat dziecku nie pasuje, bo jest tyle rodzajów, że dziecko samo może wybrać co bardziej mu odpowiada. Zupki, obiadki, deserki. Nie masz czasu, to wchodzisz do najbliższego sklepu, kupujesz i masz. Zajmuje to 3 minuty, no może 5. A wybór taki jak w restauracji, rosołek, spaghetti, jagnięcia. Różne rozmiary i gramatury, w tubkach, słoikach. Co dusza zapragnie. A kiedyś? Jak nie wstało się rano żeby ugotować zupę, to bryndza. Dziecko głoduje. Chyba że miało się dojście do sklepów dyplomatycznych. Albo ktoś paczkę przysłał. Niestety, to były opcje tylko dla nielicznych. Więc nawet nie było mowy o wygodnickim „dziś mam w nosie, nie gotuję”. Jeszcze jedna kolosalna różnica, to dostępność półproduktów. Kiedyś kupić cokolwiek, niekiedy było wyczynem, więc gotowało się zupę z niczego byle by dziecko coś zjadło. Dziś wybieraj i przebieraj. Idziesz do sklepu/na bazarek i wybierasz: cukinia, kalafior, fasolka, świeże mięso, ekologiczne jajka.
Kiedyś też matki nie przejmowały się np alergiami pokarmowymi. Teraz owszem, bo mamy spory wybór jedzenia, kiedyś ważne było by dziecko zjadło. Więc jadło to, co akurat było. Wysypka? Jaka wysypka. Zamykam oczy i nic nie widzę


Pielęgnacja

I tu już nasze matki były level expert w porównaniu do nas. Dziecko załatwiło potrzebę, a więc idziesz, zmieniasz pieluchę jednorazową na nową, zużytą wyrzucasz. Ot, cała filozofia. Cofnijmy się w czasie. 30 lat temu wyglądało to tak: dziecko załatwia potrzebę, a matka myśli sobie: o dżizassss… Zmienia brudną na czystą. Tą brudną musi wyprać własnymi dłońmi (w obecnych czasach w 99% nie musimy się babrać, no chyba że zawartość pieluchy sama nas zaatakuje) i wysuszyć aby służyła kolejny raz. I tak non stop. 

Zabawki

Zabawek było nie wiele. Była rosyjska lalka, miś uszatek, bączek, drewniane klocki. Wspominam z sentymentem. Teraz jest tego tyle.. Niby łatwiej, a jednak nie, bo wszystko drogie. Bo dawniej trzema zabawkami bawiłaś się pół dzieciństwa, a teraz? Dziś dasz, a jutro już zabawka będzie passe. Wyjmuj portfel i płacz

To tylko kilka różnic, ale jak wielkich i znaczących.
Kiedyś nie było nic, było ciężko, a mimo to wszyscy byli szczęśliwi. Dziś jest wszystko, a wszyscy są niezadowoleni, bo ciągle mało lub nie tak. To taka nasza narodowa zdolność do marazmu.
Ale tak poważnie, czemu właściwie aż tak narzekamy?

You Might Also Like

0 komentarze

TU MNIE ZNAJDZIESZ

O MNIE



Ania


Mama super chłopaka i żona super faceta. Nieustannie poszukuje sposobu na osiągnięcie równowagi w macierzyństwie i innych dziedzinach życia. Wszystko doprawia dużą dawką poczucia humoru.

ARCHIWUM