Dlaczego on nie chce jeść?!

Stało się. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale wiem jedno  - mam przewalone i to konkretnie. Nie, wcale nie wyolbrzymiam, nie przesadzam i też nie panikuję. Staram się przyjąć to z godnością i nie szaleć jak wariatka. Tak, moje od zawsze pięknie jedzące dziecko, postanowiło że pierniczy jedzenie i zarządza strajk. Bezterminowo. 



Nie należę do tych matek, które biegają z talerzykiem po mieszkaniu, byle coś dziecku do dzioba przemycić. Ale nie jest też tak, że poddaję się bez walki - o nie, to absolutnie nie leży w mojej pokręconej naturze. Zawsze gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, gdzieś we mnie kiełkuje wola walki. Sic!

Czekaj, czekaj, czy ja powiedziałam od zawsze pięknie jedzące?!?!?! Wróć. Rok temu  mniej więcej o tej samej porze przeżyłam 3 miesięczny horror.  Nie wiem co jest w tej porze roku, może to jakieś cholerne przesilenie?! Dzieć miał wówczas nieco ponad 8 mcy i postanowił całkowicie odstawić mleko. Całkowicie. Ani modyfikowane, ani kaszki. No nic. Były łzy, rzeki łez, walka o każdą kroplę mleka, które jak mnie przekonywał pediatra - jest podstawą diety takiego małego delikwenta. Zwłaszcza że kości, że krzywica, że witamina D itd. 

Nie mam zwyczaju zmuszania Miko do jedzenia, bo uważam to za jedną z form znęcania się nad dzieckiem. Nie to nie, kapiszi. Zresztą umówmy się, jak nie zje, nic mu nie będzie, prędzej czy później wygłodniały pyszczuszon się otworzy na jedzenie. Choć nie wiedzieć czemu, nie chciał tego mleka, dzień w dzień konsekwentnie mu je proponowałam. Odmawiał - ok. Dostawał coś innego. Trwało to trzy długie miesiące mojego pełnego mlecznej frustracji życia. Mimo różnych problemów nawet karmienie piersią nie było tak upierdliwe - serio. Po upływie trzech miesięcy, nagle Miko się nawrócił. Pewnego poranka zaproponowałam mu butlę mleka, a on bez jęku wychylił 240 ml. Szok. Szczękę zbierałam z podłogi dobrą godzinę, co chwila oglądając butelkę, jakby przed chwilą ktoś po raz pierwszy pokazał mi ogień. Po tym nieszczęsnym epizodzie jadł wszystko, co tylko mu się podrzuciło do rąk. Anioł nie dziecko. 

Ale jak to w życiu bywa - nic nie trwa wiecznie. Wróćmy do teraźniejszości. 
Rozmawiam z przyjaciółką i płaczę jej w słuchawkę, że oto moje dziecko postanowiło, że chrzani jedzenie. Absolutnie i całkowicie, niezależnie od rodzaju posiłku. W zamian słyszę: "No co Ty, moja córeczka to je w żłobku po trzy obiady! Mogłaby jeść i jeść! Musiałam interweniować, żeby dawali jej mniejsze porcje". Zaraz w łeb sobie strzelę...

Nadeszło piątkowe popołudnie, więc z przerażeniem odbieram Miko ze żłobka, mając świadomość, że przed nami 8-10 posiłków z serii mission impossible. Juhuuu, będzie się działo...
Oczywiście panie ze żłobka twierdzą, że Miko elegancko wszystko zjada - ja zaś nie jestem pewna, czy mówią o moim dziecku. No bo jak to? Zaaplikowanie kolacji to jak jazda bez trzymanki rowerem po polu minowym - nigdy nie wiesz kiedy oberwiesz całym załadunkiem małego wybrednego otworu gębowego. Już nawet rozważałam zakupienie takiego ochraniacza na twarz, jaki zakładają dentyści, serio! Pomijając kwestie jakiejkolwiek czystości, ciężko się odkleja kawałki twarogu z rzęs.

A więc mamy piątek, a ja niczym wariatka wpadam do spożywczaka i pakuje do tego koszyka dosłownie wszystko, na co moje dziecko KIEDYKOLWIEK krzyczało mniam mniam. Nie wiem czy doniosę, cholera, torba się urywa. Trudno, doniosę część w zębach, byle tylko zjadł. Może zje? Ponoć nadzieja umiera ostatnia.

Umiera jednak szybko.
Kolacja rozpoczęła się bosko. Na stół wjeżdżają kanapki: pyszne, pachnące, bułeczka, twarożek, szczypiorek, rzodkiewka, szyneczka - co tylko zamarzysz. Widzę że Maciek dostaje już ślinotoku, a Miko nic. Siedzi niewzruszony. Podstawiam kanapki pod nos. Czekam. Kciuki zaciskam, aż sino. Może jednak zje? Na zachętę daje mu widelec - kanapki pokrojone, więc może jak nie ręką to widłami.

Mija chwila (mojej nieuwagi zresztą), kiedy spostrzegam podłogę dookoła fotelika. Nosz kuźwa, do listy atrakcji wieczoru dołączam randkę ze szmatą do podłogi - tak, twaróg jest niemal wszędzie, tylko nie w dziobie młodego. 


Dobra, walić podłogę - pora na zmianę strategii.
Sam nie chce, więc zabieram się za jego karmienie. Może chociaż tak. Pierwsza próba - ściana. Usta zacisnął i ani myśli ustąpić. Druga próba - wziął! Wziął! Je! Fuck… Wypluł prosto na mnie. @#$%^&%$#@$!!!! Synku kochany, spróbujmy jeszcze raz - mówię najsłodszym możliwym tonem, ale w środku irytacja wraz ze zmęczeniem narasta. 

No dobra, to może zabawka rozwiąże problem. Wyciągam autko wciśnięte między poduszki kanapy (hmmm, dawno go nie widziałam, ciekawe ile tam było? Hmmm ciekawe co jeszcze tam znajdę? Wróóóóóć kobieto! Karmić trzeba) podstawiam pod nos młodemu i ogień. Jeden kawałeczek, potem drugi, trzeci, je! Je! No i znowu ściana. Po trzech kęsach odwidziało mu się. 

Dobra, pora wytoczyć ciężkie działa. Sięgam po pilota, włączam jedną z ulubionych bajek, ustawiam od sceny która zawsze go śmieszy i jazda. Na początku opornie - skubaniec czujny jest jak diabli. Ale mija moment, wkręcił się na całego. Dobra, to jest moja szansa. Dziób się otwiera, pakuje kawałek, je! Je!!!! Oł jeeee!!! Zjadł jedną kanapkę! (dotychczas zjadał przynajmniej dwie, ale chrzanić to, jedną można odhaczyć). 

Krzyczę do M. pełna emocji, jakbym szóstkę na kuponie w totka zobaczyła.
Szampana otwieramy! Po ponad 45 minutach, zjadł. 
Jeeeeej!!!! 
Teraz muszę nastawić się na poranne śniadanie. Boszzzz, już czuję, że pot ze stresu cieknie mi po plecach. Może mu ten twaróg nie smakował? Trudno, zrobię parówki, lubi, zje na pewno.

A następnego dnia…
Na śniadanie były parówki. Nie ruszył ani jednej, za to zlizał twaróg z kanapki. WTF?!?!?! Na resztę posiłków spuszczam kurtynę milczenia. I weź tu go zrozum...


Podoba Ci się ten tekst? 
Będzie mi bardzo miło jeśli go polubisz, pozostawisz komentarz lub udostępnisz dalej.
Jeśli masz ochotę zostać z nami na dłużej, to możesz to zrobić poprzez polubienie nas na Facebooku - wtedy nie ominie Cię żaden nasz post :)



You Might Also Like

0 komentarze

TU MNIE ZNAJDZIESZ

O MNIE



Ania


Mama super chłopaka i żona super faceta. Nieustannie poszukuje sposobu na osiągnięcie równowagi w macierzyństwie i innych dziedzinach życia. Wszystko doprawia dużą dawką poczucia humoru.

ARCHIWUM