Moda na wyrodne matki

Ostatnio przeczytałam bardzo fajny wywiad. Były w nim zawarte przemyślenia autorki jednego z blogów, że niestety jeśli robisz coś inaczej od wszystkich, to w ich oczach jesteś gorszą - to wszystko w konteksćie matek i macierzyństwa. Gdzieś w tym wszystkim dostrzegłam pewną rzecz, której wcześniej nie dostrzegałam lub nie chciałam dostrzec.

Sieć jest jak ocean matek. Wszystkie w mniejszym lub większym stopniu dzielimy się swoimi doświadczeniami, przemyśleniami, niekiedy obawami. Komunikujemy się na forach, portalach społecznościowych, blogach. Część matek jest wspierająca i serdeczna, część nie cierpi jak inni mają lepiej bądź inaczej, więc hejtuje - nazywajmy rzeczy po imieniu.





Ile razy spotkałyście się gdzieś w sieci z określeniem wyrodnej matki? Tak na poważnie, gdy matki są oceniane za metody wychowawcze odbiegające od panujących konwenansów. Albo żartobliwie, relacjonując swoje wolne od dziecka chwile.

Bo kim właściwie jest wyrodna matka? To wcale nie ta, która realizuje się zawodowo i powierza dziecko babciom czy niani. Ani ta, która karmi dziecko frytkami czy parówkami. I nawet nie ta, która cieszy się wolną chwilą i celebruje swój odpoczynek. Każda z nas ma inny sposób na relaks czy samospełnienie. Jedne z nas kochają domowe pielesze, a inne aż nogami przebierają na myśl o powrocie do pracy i wcale nie czyni to z nich wyrodnych matek. Mimo to społeczeństwo piętnuje takie kobiety. Bo prawdziwie oddana matka chodzi przez tydzień w tym samym dresie, bez cienia makijażu, ze skołtunioną fryzurą i połamanym pazurem. Spróbuj choć trochę zadbać o siebie, na pewno robisz to kosztem dzieci.

A społeczne piętnowanie rośnie w siłę. O ile nie stosujesz się do ogólnie przyjętego wzrorca matki polki, możesz liczyć na to że szybko przykleją Ci negatywną etykietę. Nie wychowuje się przecież dzieci po swojemu, nie można być w tej kwesti indywidualistką. Posłuchaj sąsiadek, starszego pokolenia, "koleżanek" na forach, które mają większe pojęcie o wychowaniu Twojego dziecka.

Jest jeszcze druga strona. Ile razy widziałaś zdjęcie lub post matki, obrazujący jej wolne od dzieci popołudnie, opatrzone hasztagiem #wyrodnamatka? Ile razy zetknęłaś się z prześmiewczym komentarzem, jakoby jest się wyrodną matką, bo dało się dziecku obejrzeć bajkę dla chwili spokoju? Widujesz to pewnie często, częściej niż jesteś w stanie zarejestrować. To ma być fajne - taka moda na wyrodne matki. Niby żart, a z drugiej strony tłumienie wyrzutów sumienia, że to co i ile daje dziecku jest niewystarczające. Że idzie na skróty, za mało się z dzieckiem bawi i karmi gotowymi daniami ze słoików zamiast gotować od świitu. Że wróciła do pracy szybko, zamiast poświęcić siebie. Można by tak bez końca.

Ale tak naprawdę wyrodna matka to taka, która krzywdzi swoje dziecko. Psychicznie, cieleśnie. Znęca się, poniża, dopuszcza się emocjonalnej przemocy. To taka matka, która zrobi wszystko, by dziecko poczuło jak bardzo go nie chciala, jak bardzo jej przeszkadza w życiu. To matka patologiczna, głucha na to że jej niemowlę zanosi się płaczem, bo leży głodne podczas gdy ona popija. To matka krzycząca na swoje dziecko, nie stroniąc od mocnych słów.

Z jednej strony definicja patologii, z drugiej strony żart. Czy to po prostu zasłaniane wyrzutów sumienia cynicznym poczuciem humoru? Jedno jest pewne. Internet nie zapomina. To co w jednym momencie nas bawi, w innym pozostaje tylko niesmacznym żartem, a w przyszłości może odbić się czkawką. W końcu które dziecko, za kilka lat będzie chciało przeczytać lub co gorsza usłyszeć od rówieśników, że jego własna matka jakkolwiek przypisywała sobie znamiona patologi?

Follow my blog with Bloglovin

You Might Also Like

0 komentarze

TU MNIE ZNAJDZIESZ

O MNIE



Ania


Mama super chłopaka i żona super faceta. Nieustannie poszukuje sposobu na osiągnięcie równowagi w macierzyństwie i innych dziedzinach życia. Wszystko doprawia dużą dawką poczucia humoru.

ARCHIWUM