macierzyństwo
pół żartem
Słowa, które często powtarzasz odkąd jesteś Mamą!
Pamiętasz ten czas, gdy jeszcze dzieci w planach nie było? Wtedy matek w Twoim otoczeniu pewnie nie było zbyt wiele, lub jeszcze nie tak dużo jak teraz. Gdy znajdowały się w promieniu kilku metrów, dało się je rozpoznać. Z ogromnym entuzjazmem szczebiotały do siebie, że Staś to już to, a Marysia tamto. Pomyśleć by można "A gdzie inne tematy, macierzyństwo robi sieczkę z mózgu, nothing else bejbe".
Minął czas jakiś i podobnie jak ja, sama zostałaś mamą. Mimo początkowych postanowień, macierzyńskie szaleństwo dopadło i Ciebie. Nie miałaś szans, żadna z nas nie ma. Tak działa przewrotna natura. Z każdym miesiącem ten stan pogłębia się. Teraz podobnie jak my wszystkie chodzisz i rzucasz tymi głupimi zdaniami na lewo i prawo. Tyle że teraz już przecież nie są takie głupie, co nie? ;)
O boszzzz jak one szybko rosną - prawda jest taka, że rosną normalnie, jak to dzieci. Tylko nam dorosłym ten czas ucieka jak przez palce. Czas mija tak samo dla nas, a jakoś patrząc w lustro nie powtarzamy kilkadziesiąt razy w miesiącu ale się starzeję :D Nas problem upływu czasu przecież nie dotyczy, lejdis, my to coraz młodsze.
Dzieci tak mają - Dziecko ma niezidentyfikowaną wysypkę, której pediatra nie potrafi z niczym powiązać? Nie chce jeść? Nie lubi się ubierać? Ucieka przed kąpielą? Dzieci tak mają! - to chyba mój ulubiony tekst, który pozwala wytłumaczyć to co niewytłumaczalne i
niezrozumiałe, zwyczajnie po to, by uspokoić siebie. Najlepsze
rozwiązanie na wszechogarniającą bezradność.
Wyrośnie z tego - ssie kciuka? Wisi wciąż u Ciebie na rękach? Pluje jedzeniem? Kiedyś to minie, przecież nie będzie trwać wiecznie. Ale trzeba cierpliwości, wyrośnie z tego, przecież MUSI (nadzieja w głosie).
Wyrośnie z tego - ssie kciuka? Wisi wciąż u Ciebie na rękach? Pluje jedzeniem? Kiedyś to minie, przecież nie będzie trwać wiecznie. Ale trzeba cierpliwości, wyrośnie z tego, przecież MUSI (nadzieja w głosie).
To tylko dziecko - wcale nie chodzi mi o to. że bagatelizujemy każdą rzecz, która robi dzieć. Bardziej o to, że wyrobiła nam się spora tolerancja na rodzaje zabaw dzieci, bo przecież przez zabawę się uczą i odkrywają. Nie przeszkadzam nam że młode niemal całe wejdzie do szafki kuchennej i przez godzinę będzie analizował i przesypywał między sobie zawartość wszystkich pojemników. Grunt że bawi się spokojnie i nikomu szkody nie robi. Czyż godzina realtywnie spokojnej zabawy nie jest warta 5 minut odkurzania? To co dla bezdzietnych stanowi dramat i porażkę rodzicielską (o matko jaki bajzel w domu! nie potrafisz nad dzieciakiem zapanować? on rozsypuje właśnie ryż i mąkę po podłodze!), to dla nas luzik ;) W końcu tam gdzie mieszkają szczęśliwe dzieci, mieszka i bałagan. :)
No powiedz mi że też tak mówisz, no nie da się inaczej. To zwyczajnie element ewolucji matki i dorastania dziecka. Z wiekiem, numer jeden będzie się zmieniał na o boszzzz jakie one już są duże, a potem o boszzzz one już są prawie dorosłe :D Dacie wiarę? Jesteście na to gotowe? ;)
No powiedz mi że też tak mówisz, no nie da się inaczej. To zwyczajnie element ewolucji matki i dorastania dziecka. Z wiekiem, numer jeden będzie się zmieniał na o boszzzz jakie one już są duże, a potem o boszzzz one już są prawie dorosłe :D Dacie wiarę? Jesteście na to gotowe? ;)
_____________________________________________________________________________
Podoba Ci się ten tekst? Koniecznie zostaw komentarz lub lajka poniżej albo na FB :)
Jeśli masz ochotę zostać z nami na dłużej, to możesz to zrobić poprzez polubienie nas na Facebooku - wtedy nie ominie Cię żaden nasz post :)


0 komentarze