Jak nauczyć dziecko naśladowania odgłosów? O Księdze Dźwięków słów kilka…

Od zawsze olbrzymią miłością darzyłam książki, więc pewniakiem było, że w odpowiednim czasie zacznę zarażać moją miłością młodego. Choć z czasem przeszłam na kindla (wygoda, wiadomo), moja miłość do papieru nie umarła. Gdy tylko zauważyłam, że moje dziecko zaczyna interesować się książeczkami (początkowo w celu ich konsumpcji), czym prędzej pognałam do księgarni by rozpocząć tworzenie ciekawej dziecięcej biblioteczki.


Nasza przygoda z Księgą Dźwięków rozpoczęła się, gdy synek miał 9 miesięcy - to wtedy właśnie poleciła mi ją przyjaciółka, która kupiła ją dla swojej córeczki. 

Wrażenia
Szybko okazało się że nazwa książeczki zobowiązuje - kryje się za nią niezwykła gama dźwięków, absolutnie zachęcająca by ją wziąć do ręki, otworzyć i rozpocząć chwile doskonałej zabawy.  Na 112 stronach czeka cała masa świetnych, kontrastowych ilustracji przedstawiających zwierzątka, przedmioty i sytuacje. Choć my dorośli znamy je wszystkie, to nie przyszłoby mi pewnie tyle rzeczy do głowy ucząc dziecko samodzielnie. Wiele dźwięków jest oczywistych, a inne zdecydowanie zaskakujące - np. mucha robi tse tse, a choinka robi cicha noc :)
Fantastyczna kreska w ilustracjach Soledad Bravi niezwykle cieszy oko małych i dużych. Mój synek wprost uwielbia tę książeczkę, do tego stopnia że mógłby przeglądać ją godzinami i nigdy się z nią nie rozstawać - efektem tego była reanimacja książeczki taśmą, gdyż od intensywnego użytkowania zwyczajnie pękła na jednym z łączeń. 
Czytamy ją codziennie po kilka razy, przez co znamy ją już bardzo dobrze i powtarzamy bez niej wiele dźwięków. Miko z dnia na dzień potrafi naśladować coraz więcej odgłosów, dla mnie to duma x 1000 :)
No i oczywiście w naszym wykonaniu szpinak z książeczki nigdy nie jest bleee, a zawsze mniam ;)

Księga Dźwięków jest absolutnym liderem w naszej dziecięcej biblioteczce, ale przez swoją objętość nie należy do najlżejszych pozycji. Na okazję wyjść z domu mamy też cieńsze i równie fajne odpowiedniki. Mowa tu o serii OnoMaTo. W serii znajduje się 9 cienkich i lekkich książeczek, a formuła jest dokładnie ta sama - obrazek przedstawiający np zwierzaka + jaki dźwięk wydaje. U nas zamieszkały ptaki wiejskie oraz dzikie zwierzęta, ale dostępnych jest wiele wiele więcej np. ptaki dzikie, zwierzęta wiejskie, instrumenty muzyczne, hałaśliwe przedmioty czy domowe przedmioty. Ilustracje również są bardzo ładne i szczerze mówiąc, wybierając książeczki nie wiedziałam na które się zdecydować.

Dlaczego warto wybierać książeczki dźwiękonaśladowcze?
Ano dlatego, że wspierają rozwój mowy u dzieciaków. Serio.
Oczywiście żeby dziecko mogło nauczyć się naśladownictwa dźwięków, potrzebna jest systematyka. Ta przychodzi sama, bo wspólna zabawa w onomatopeje do masa radości i dla dziecka i dla rodzica.

_____________________________________________________________________________
Podoba Ci się ten tekst? Koniecznie zostaw komentarz lub lajka. :)

Jeśli masz ochotę zostać z nami na dłużej, to możesz to zrobić poprzez polubienie nas na Facebooku - wtedy nie ominie Cię żaden nasz post :)



You Might Also Like

0 komentarze

TU MNIE ZNAJDZIESZ

O MNIE



Ania


Mama super chłopaka i żona super faceta. Nieustannie poszukuje sposobu na osiągnięcie równowagi w macierzyństwie i innych dziedzinach życia. Wszystko doprawia dużą dawką poczucia humoru.

ARCHIWUM