O dylematach związanych z nianią słów kilka...

Do pracy wróciłam już jakiś czas temu, lecz z uwagi na bardzo często powtarzające się infekcje młodego, niestety wiele czasu spędzam w domu. Nie ma się co oszukiwać, proporcja jest 1:1 - jeden tydzień w domu, jeden w pracy. Po kilku tygodniach taki stan rzeczy zaczyna być męczący dla nas obojga, bo: prawie nie śpimy, młody jest ultra marudny przez chorobę (wiadomo, nic nie daje w kość tak jak katar - nawet mi), nie mam czasu na nic, gdy już wracam do pracy, jestem po uszy zawalona, bo muszę nadrobić zaległości. 
Co jakiś czas przez głowę przemyka mi pomysł zamiany żłobka na nianię, która byłaby dosłownie wygodniejsza, bo nie musiałabym lecieć na złamanie karku z pracy, a i przy infekcjach typu glut po pachy nie musiałabym iść na zwolnienie. Baaa, może w ogóle by nie chorował, tak jak zanim poszedł do żłobka?

I kiedy już jestem coraz bliżej tej myśli, to jednak na ziemię sprowadzają mnie głosy koleżanek, które miały masę negatywnych doświadczeń z opiekunkami. Absolutnie nie demonizuję instytucji niani, jeśli znajdziesz odpowiednią to trzymaj jak skarb. Ale znalezienie takiej, z którą będzie tzw.chemia i dziecko ją pokocha, hmmm, to wg mnie ogromne wyzwanie.

ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI
To zwykle trwa. Ze żłobkiem jest prościej - idziesz, oglądasz. Zostajesz na adaptacje, obserwujesz dziecko. Jak wszystko gra, zostawiasz dziecko, a potem już z górki. No albo pod górkę, jeśli co chwila choruje.
Z nianią różnie być może. Możesz trafić wspaniale, czego efektem będzie wielka przyjaźń i sympatia łącząca dziecko z nianią. W gorszym wypadku, niania może być obojętna np. prawie się nie odzywać, lub nawet stosować przemoc słowną, wyżywać się psychicznie, a już o przemocy fizycznej nie wspominając. Nie jednokrotnie słyszałam o nianiach, które karciły dzieci fizycznie (klapsy, bicie po rękach), o opiekunkach zmuszających za karę dzieci do jedzenia, a także o takich, które zabierają dzieciom zabawki, dzięki którym dziecko się uspokaja, tylko bo to by wywołać terror i zmusić to bezgranicznego posłuszeństwa. Tak więc nigdy do końca nie wiesz, co się dzieje, gdy drzwi się za Tobą zamykają. 
A przecież nie chodzi o to by zostawić dziecko opiekunce i przez cały dzień w pracy siedzieć w stresie, czy oby ta opieka jest dla dziecka najlepsza poza tą, która możesz zapewnić osobiście.
 
Słyszałam też niejednokrotnie o nagrywaniu niani, celem sprawdzenia standardu opieki. I właśnie przy okazji takich zabiegów wychodziły różne rzeczy. Często na tyle niepokojące, że rodzic nie wiedział jak reagować. Jak wiesz, nagrywanie bez wiedzy jest niezgodne z prawem, a mało kto zgodzi się na rejestrowanie, więc często najzwyczajniej w świecie zweryfikować czy niania zapewnia odpowiednią opiekę dziecku. Są oczywiście osoby, które robią to tzw. cichcem, a potem szybciutko rozwiązują bez tłumaczenia nianiom umowy.

POD CZUJNYM OKIEM
 
Mimo wszystko, nadal żłobek wydaje mi się bezpieczniejszym rozwiązaniem. Przede wszystkim ze względu na ilość osób, które zaglądają tam w ciągu dnia. Rodzice odbierają swoje dzieci o różnych porach, tak wiec jest większa szansa wyłapania nieprawidłowości. Wiele z tych placówek posiada monitoringi. Niektóre oferują nawet możliwość "podglądania" dla rodziców. Ja osobiście jestem przeciwna aby taki live streaming był dostępny w sieci, chociażby ze względu na bezpieczeństwo dzieci. Niemniej jednak, w momencie gdy podejrzewasz że coś lub ktoś wpływa negatywnie na bezpieczeństwo czy samopoczucie dziecka, monitoring pozwala wychwycić nieprawidłowości w opiece. Właściciel / dyrektor placówki powinien udostępnić nagrany materiał w razie potrzeby.

NA WSTRZYMANYM ODDECHU
Niezależnie od tego jaką opiekę wybierzemy, to właściwie do momentu aż dziecko nie zacznie mówić, pozostaje nam jedynie czytać emocje. Podstawą jest wnikliwa obserwacja. Czy dziecko przy okazji pozostawania z nianią jest przygaszone lub strachliwe. Czy chętnie przychodzi do niani na ręce, czy jest bardziej płaczliwe niż dotychczas. Można również poprosić sąsiadów o nadstawienie uszu i obserwację niani jak tylko pojawi się w zasięgu wzroku. Taka pomoc bywa nieoceniona.

I tak, jeśli nie przeraża Cię ilość chorób w żłobku, to warto, bo dziecko się tam świetnie rozwinie. Serio! Ja się nie poddaję. Wiem że teraz przetrwamy i w wieku przedszkolnym będzie już znacznie łatwiej. Jeśli jednak rozważasz nianię, poszukaj uważnie, nie spiesz się, bo to trudna decyzja. 

No i oczywiście najważniejsze na koniec: z nikim dziecku nie będzie tak dobrze jak z w domu z Mamą :) Ale czasy niestety takie, że przy wszystkich kosztach życia, pozostanie w domu z dzieckiem staje się luksusem…

Podoba Ci się ten tekst? Koniecznie zostaw komentarz lub lajka. :)
Jeśli masz ochotę zostać z nami na dłużej, to możesz to zrobić poprzez polubienie nas na Facebooku - wtedy nie ominie Cię żaden nasz post :)


You Might Also Like

0 komentarze

TU MNIE ZNAJDZIESZ

O MNIE



Ania


Mama super chłopaka i żona super faceta. Nieustannie poszukuje sposobu na osiągnięcie równowagi w macierzyństwie i innych dziedzinach życia. Wszystko doprawia dużą dawką poczucia humoru.

ARCHIWUM