punkt widzenia
30stka wybiła!
Do tej pory każde urodziny przechodziłam gładko. Żadnego stresu, analizowania. W końcu to tylko cyferki. Ale wizja czającej się w niedalkiej przyszłości trzydziechy, zaczeła z czasem stawać się nieco frustrująca. Idzie nowe, nieznane. The real big thing. Koniec ery dwudziestokilkulatki. Pora na bilans...
Wielokrotnie wracam wspomnieniami do ubiegłych lat. Z sentymentem, ale nie żalem że już minęły. Działo się wiele super rzeczy, było wiele fajnych chwil i podróży, poznałam wielu fantastycznych ludzi, niektórzy odeszli, ale większość została - jak to w życiu. Dziś jestem bogatsza o te wspomnienia, każde z nich w jakiś sposób mnie kształtowało. Nie żałuję ani jednej rzeczy, decyzji, zdarzenia - to one sprawiły że dziś stoję właśnie w tym miejscu i czuję się szczęśliwa. Spełniona.
Jeszcze w czasie studiów szukałam pilnie jakiegoś zajęcia by opłacić czesne. Z olbrzymiego przypadku wylądowałam w miejscu, gdzie poznałam swojego męża - może powinnam nazwać to przeznaczeniem ;). A przypadkowa praca okazała się moją przyszłością, bo możliwość ciągłego rozwoju spowodowała że związałam się z branżą na dobre. Dziś niemal 8 lat póżniej, moja przygoda życia trwa.
Nadal otaczają mnie moi przyjaciele z licealnych ławek, wczesnych studenckich lat. Doceniam i szanuję te relacje, są dla mnie niezwykle ważne i jak czas pokazał bardzo trwałe. Dzięki nim czas się dla mnie zatrzymuje. Bo kiedy widzimy się czasem bez dzieci, same w gronie przyjaciółek, to znów w myślach mam 18 lat ;).
W końcu najważniejsze wydarzenie - narodziny naszego synka. Macierzyństwo pozytywnie mnie zaskoczyło. Wszystko nabrało nowego sensu, życie się przewartościowało. Bo miłość do dziecka jest czymś nie do opisania, czymś wyjątkowym. Nie spodziewałam się że aż tak - że będę patrzeć na młodego i czuć że kocham go najbardziej na świecie, każdego dnia coraz mocniej i mocniej. Choć nowa rola wymagała 100% zaangażowania, to jednak udało mi się ją pogodzić z rozwijaniem siebie. Bo stale mam apetyt na więcej, lepiej, bardziej :).
Przyszła trzydziecha. I wiecie co? Mimo stresu (który trudno czymkolwiek uzasadnić) nic się nie zmienia. Obudziałam się rano i wcale nie czułam się inaczej. Nie czułam się starsza (chociaż mąż cały czas mi o niej przypomina, chcąc na 1000 możliwych sposobó ją celebrować hehehe - ja się śmieję i mówię że jutro też będę mieć 30 i możemy świętować przez cały rok ;)). Nie czułam że coś mnie omija. Ja się nie zmieniłam. Zmienił się tylko nie istotny szczegół.
Wierzę że kolejny rok przyniesie wiele wspaniałych wydarzeń, podobnie jak poprzednie lata. Planów i marzeń jest całe mnóstwo - niech się spełniają. Ale nie wszystkie na raz, chcę każdym sukcesem cieszyć się osobno, bo każdy jest wyjątkowy i ma inną wartość. Chciałabym dalej rozwijać bloga i chciałabym byście czuły się tu dobrze. Każdy Wasz komentarz czy lajk daje mi mega radochę i motywację do dalszego działania. Bo wiem że "po drugiej stronie ekranu" są super osoby dla których warto tu być i dawać z siebie jak najwięcej. Ajlawju! :)
A więc dziś piję szampana za kolejny fantastyczny rok, za moje szczęście którym jest moja rodzina i za Was, że jesteście tu razem ze mną :) Na zdrowie!
Wielokrotnie wracam wspomnieniami do ubiegłych lat. Z sentymentem, ale nie żalem że już minęły. Działo się wiele super rzeczy, było wiele fajnych chwil i podróży, poznałam wielu fantastycznych ludzi, niektórzy odeszli, ale większość została - jak to w życiu. Dziś jestem bogatsza o te wspomnienia, każde z nich w jakiś sposób mnie kształtowało. Nie żałuję ani jednej rzeczy, decyzji, zdarzenia - to one sprawiły że dziś stoję właśnie w tym miejscu i czuję się szczęśliwa. Spełniona.
Jeszcze w czasie studiów szukałam pilnie jakiegoś zajęcia by opłacić czesne. Z olbrzymiego przypadku wylądowałam w miejscu, gdzie poznałam swojego męża - może powinnam nazwać to przeznaczeniem ;). A przypadkowa praca okazała się moją przyszłością, bo możliwość ciągłego rozwoju spowodowała że związałam się z branżą na dobre. Dziś niemal 8 lat póżniej, moja przygoda życia trwa.
Nadal otaczają mnie moi przyjaciele z licealnych ławek, wczesnych studenckich lat. Doceniam i szanuję te relacje, są dla mnie niezwykle ważne i jak czas pokazał bardzo trwałe. Dzięki nim czas się dla mnie zatrzymuje. Bo kiedy widzimy się czasem bez dzieci, same w gronie przyjaciółek, to znów w myślach mam 18 lat ;).
W końcu najważniejsze wydarzenie - narodziny naszego synka. Macierzyństwo pozytywnie mnie zaskoczyło. Wszystko nabrało nowego sensu, życie się przewartościowało. Bo miłość do dziecka jest czymś nie do opisania, czymś wyjątkowym. Nie spodziewałam się że aż tak - że będę patrzeć na młodego i czuć że kocham go najbardziej na świecie, każdego dnia coraz mocniej i mocniej. Choć nowa rola wymagała 100% zaangażowania, to jednak udało mi się ją pogodzić z rozwijaniem siebie. Bo stale mam apetyt na więcej, lepiej, bardziej :).
Przyszła trzydziecha. I wiecie co? Mimo stresu (który trudno czymkolwiek uzasadnić) nic się nie zmienia. Obudziałam się rano i wcale nie czułam się inaczej. Nie czułam się starsza (chociaż mąż cały czas mi o niej przypomina, chcąc na 1000 możliwych sposobó ją celebrować hehehe - ja się śmieję i mówię że jutro też będę mieć 30 i możemy świętować przez cały rok ;)). Nie czułam że coś mnie omija. Ja się nie zmieniłam. Zmienił się tylko nie istotny szczegół.
Wierzę że kolejny rok przyniesie wiele wspaniałych wydarzeń, podobnie jak poprzednie lata. Planów i marzeń jest całe mnóstwo - niech się spełniają. Ale nie wszystkie na raz, chcę każdym sukcesem cieszyć się osobno, bo każdy jest wyjątkowy i ma inną wartość. Chciałabym dalej rozwijać bloga i chciałabym byście czuły się tu dobrze. Każdy Wasz komentarz czy lajk daje mi mega radochę i motywację do dalszego działania. Bo wiem że "po drugiej stronie ekranu" są super osoby dla których warto tu być i dawać z siebie jak najwięcej. Ajlawju! :)
A więc dziś piję szampana za kolejny fantastyczny rok, za moje szczęście którym jest moja rodzina i za Was, że jesteście tu razem ze mną :) Na zdrowie!




0 komentarze